Strony

czwartek, 31 stycznia 2013

Kawa? z bananem i czekoladą, to czemu nie



Z kawą u mnie to jest tak dziwnie, że swego czasu opiłam się jej (w mocnym wydaniu) na południu i od tego czasu po kilku łykach telepie mną jak chorą. Nie wiem czy rzeczywiście wypłukuje mi z organizmu magnezy i inne potasy, czy to kwestia mojej psychiki. Pewnie pół na pół. Zresztą to było głównym powodem, dlaczego całkowicie przerzuciłam się na herbatę. Pobudzającym zamiennikiem jest chociażby mate (z guaraną dopiero daje niezłego kopa). Jedyne za czym mogę zatęsknić to sam smak kawy. Ostatnio próbuje dawkować ją sobie w niewielkich ilościach, przeważnie jest to napój mleczny o lekkim aromacie kawowym. Coś co w ogóle jest dla mnie nieziemskie w smaku to koktajl bananowo- kawowy. Na śniadanie lub lunch, duża dawka energii w jednym kubku. Wszystko co potrzeba do zrobienia tego napoju to mleko, kawa rozpuszczalna, banan, czekolada w proszku lub łycha nutelli, trochę miodu lub złotego syropu (choć niekoniecznie). Zmiksować i przelać do kubka- minuta roboty, a jeść się po tym nie chce :)





P.S. Kibicuję mojej mamie w robieniu szalika. Przyda się na tą straszną pizgawicę. Kolejny do kolekcji :)
Aloe Blacc at MADE


poniedziałek, 28 stycznia 2013

Herbata z anyżem

Straszne zaległości na blogu są wynikiem mojej ciągłej irytacji brakiem naturalnego światła. Nie wiem czy tylko ja mam z tym problem.. może to kwestia tego, że mam źle ustawiony dom i światło dzienne o tej porze roku mało dochodzi do moich zakamarków. W związku z tym jestem za totalnym ociepleniem, zimo giń, czekam na wiosnę i ładne słonko. Do tego czasu zapewne zdążę nabyć upragniony obiektyw, a zatem jakość zdjęć również się poprawi. I żeby nie było, że nie piję herbaty. Choć ostatnio głównie z termosu (must have podróżnika polskich kolei).


Smak anyżu pewnie wszyscy znają. Na pewno ma wielu przeciwników, głównie dlatego, że kojarzy się z lekarstwami lub czarnymi cukierkami (które robione są z lukrecji, jednak smak obu roślin jest bardzo zbliżony). Raz spróbowane w dzieciństwie dają niesmak na całe życie. Czasem na ćwierć, tak jak to było u mnie. Przekonałam się do anyżu głównie przez picie chai. W Polsce rzadko uprawia się tą roślinę, pewnie woli cieplejsze klimaty. Sprowadzony przez benedyktynów, znalazł zastosowanie głównie w farmaceutyce. Działa wykrztuśnie, rozkurczowo i antybakteryjnie. Olejek anyżowy przez swój intensywny aromat wykorzystuje się również w przemyśle perfumeryjnym i spirytusowym ;) Podobno odstrasza owady, hm..
Najłatwiej zrobić sobie herbatkę anyżową i przekonać się do tego raz na zawsze. Wystarczy zalać swoją  ulubioną czarną herbatę (może być również ekspresowa, English Breakfast) świeżo zagotowaną wodą, dodać gwiazdkę anyżu i odrobinę cukru. Parzyć ok. 5 min. Oczywiście im dłużej tym smak będzie intensywniejszy. Można podawać również z mlekiem.




środa, 16 stycznia 2013

Brigadeiro


Cały dzień przy laptopie, w czarnych leginsach, szarej bluzie i ciepłych skarpetkach. Praca, praca. Rano owsianka i herbata x3. W końcu naszło mnie na coś słodkiego i przypomniałam sobie coś co jadłam w Portugalii, zrobione przez przeuroczą Brazylijkę. Przekosmiczny deser, bardzo prosty. Właśnie w takiej postaci, bo jak się dowiedziałam z tej masy kula się też kuleczki (jak na trufle) i obtacza w czymkolwiek. Potem całą kulkę na raz chaps! Żeby się nie męczyć w kulanie, bardziej popularną wersją jest wyjadanie tego łyżką. Przyprószone kakao, aby nadać choć odrobinę gorzkości. Nie da się ukryć, że to jeden z najsłodszych deserów jakie jadłam :) 

Potrzebujesz:

1 łyżkę masła
puszkę słodkiego mleka skondensowanego
3 łyżki kakao

Sposób przygotowania:

W rondelku rozpuść masło, dodaj mleko z puszki i kakao. Dokładnie mieszaj, trzymając rondel na małym ogniu, aby zlikwidować wszelkie grudki i uzyskać konsystencję zbliżoną do masła orzechowego (jak widać na zdjęciu). Przełóż do miseczki i oprósz z wierzchu kakao.
Jeśli ktoś chce się bawić w kuleczki, masę należy włożyć do lodówki na jakiś czas, aby stwardniała, potem lepić jak trufelki. Trzymać w lodówce do samego podania.






czwartek, 10 stycznia 2013

ostanie jabłka

Na tartę z jabłkami naszło mnie w południe, w trakcie pisania pracy. Intensywne myślenie wypłukuje mi z organizmu cenne związki cukropochodne, tak więc czasami napada na mnie chęć zrobienia sobie przerwy na tartę właśnie :D taką gorącą z bitą śmietaną! I gęba jest w niebie..
Ostatnie jabłka z działeczki (trochę pomarszczone już były, ale bardzo słodkie), na tartę akuratne. Oczywiście dużym kubkiem czarnej assam.





poniedziałek, 7 stycznia 2013

...




          Ten licencjat mnie wykończy. Dookoła mnie same puste kubki. Dokładnie 5.
          Mi jak na złość dalej chce się pić!


niedziela, 6 stycznia 2013

Chruper z masła orzechowego


Z całego tego świątecznego zawirowania zostało mi tylko jedno pudełko ciasteczek, tzw. niechcianych. Nikt na nie nie miał ochoty, bo były czekoladki, serniczki, inne frykasy. Tak w ogóle są dobre. Kruche i do tego z czekoladą. A może nikt ich nie jadł, bo stały na lodówce i nie przypominały o sobie? :) Na pewno! Czekały na tą właśnie chwilę, aby poznać się z mlekiem w tą ostatnią świąteczną niedzielę. Ja osobiście zakochałam się od pierwszego łyczka. Sekretem tego nicponia jest masło orzechowe, na które zwykle nie mam ochoty. Mam wrażenie, że zaraz usnę, tak się osłodziłam.Proporcje na to niebo w mordce podaje na dwie osoby.

Potrzebujesz:

0,5 l mleka
3 spore łyżki masła orzechowego
1 łyżka syropu klonowego, lub miodu
pół szklanki śmietanki

Sposób przygotowania:

W rondelku podgrzewaj mleko z masłem orzechowym i syropem klonowym, stale mieszając, do momentu rozpuszczenia masła. Zagotuj i ubij lekką pianę trzepaczką do jajek. W osobnym garnuszku ubij lekko śmietankę. Chruper przelej do kubeczków, nałóż bitą śmietanę. Posyp cynamonem lub czekoladą :)




Tatko naprawia 30letnią kukułkę. Jaram się okrutnie.


sobota, 5 stycznia 2013

Napój imbirowy


Imbir stał się ostatnio bardzo modny. Polacy chyba przestali uważać cytrynę i czosnek jako jedyny naturalny środek wirusobójczy. Widzę to przynajmniej po mojej rodzinie, jak codziennie pytają czy zrobię im herbatę z miksturą. Pani w warzywniaku potwierdza. Teraz zamawia go trzy razy więcej. Dzisiaj postanowiłam sprawdzić przepis z KUKBUKa- muszę przyznać, że ma większego kopa niż mój wcześniejszy wynalazek. Bardzo ostry napój, rozgrzewający do czerwoności. Pijąc to nie boję się żadnej świnkowej grypy. Jest naprawdę MEGA.

Potrzebujesz:

7cm kawałek imbiru
4 łyżki miodu
1 cytryna
1 pomarańcza
1 limonka (ja nie miałam akurat)
2 laski cynamonu
kilka goździków
0,7l wody

Sposób przygotowania:

"Imbir obieramy ze skórki i ścieramy na tarce o najdrobniejszych oczkach. Do dzbanka wlewamy miód, dodajemy starty imbir i ćwiartki owoców. Za pomocą łyżki ugniatamy wszystko, aby owoce puściły sok. Dodajemy cynamon i goździki, zalewamy 0,7l gorącej wody. Odstawiamy na kilka minut, aby napój się zaparzył. Podajemy gorący, pamiętając, aby przed podaniem przemieszać napój łyżką."