Strony

niedziela, 28 października 2012

Konfitura z pigwy


Pigwa to taka nasza polska cytryna. Jest bardzo twarda, cierpka i kwaśna, ale za to aromatyczna, przez co nadaje się na konfitury, nalewki, kompoty, itp. U mnie w domu występuje w każdej postaci ;) i to w dużych ilościach. Na początku jest trochę zabawy z pestkami, chociaż pamiętam, jak byłam mała robiłam sobie z nich naszyjniki. Herbata z pigwą naprawdę fajnie smakuje i w dodatku (znowu) ma dużo witaminy C. Ludu, po co łykać suplementy, jak mamy tyle witamin dookoła!

Potrzebujesz:

owoce pigwy
cukier
słoiki ;p

Sposób przygotowania:

Owoce sparzyć, przepołowić i wydrążyć pestki. Zetrzeć na tarce o małych oczkach (lub wedle uznania) i zasypać cukrem. Ciężko mi określić ile dokładnie tego cukru potrzeba. Na taki nieduży słoiczek 3-4 łyżki. Odczekać co najmniej 4h, aż pigwa puści soki i przełożyć do słoiczków. Poddać pasteryzacji i gotowe. Pigwę nie trzeba koniecznie trzeć na tarce, wszystko zależy od upodobania. Można ją również pokroić w plasterki, lub w kostkę. U mnie akurat się ją trze, dużo soku puści.





środa, 24 października 2012

Klasyczna gorąca czekolada z bitą śmietaną


Kocham jesień za gorącą czekoladę (między innymi). Tylko jesienią smakuje tak wybornie. Do tego bita śmietana.. pół kubka i umieram! Podaje przepis na dwa syte kubki.

Przygotuj:

1,5 szklanki mleka
pół szklanki śmietanki
100g gorzkiej czekolady (70% zawartości kakao)
bita śmietana:
pół szklanki śmietanki
kilka kropel cytryny
łyżeczka cukru pudru

Sposób przygotowania:

Do rondelka wlej mleko i śmietankę. Poczekaj, aż lekko się podgrzeje na małym ogniu. Dodaj połamaną czekoladę i wolno mieszaj, aż się rozpuści. Następnie zacznij ubijać ją trzepaczką do jajek, bądź blenderkiem do mleka. Czekolada zacznie gęstnieć, wytworzy się fajna pianka. Wszystko trwa nie dłużej jak 10 min. W wysokim naczyniu ubij śmietankę dodając kilka kropel cytryny (będzie miała lepszą konsystencję) i cukier puder. Czekoladę rozlej do kubeczków, pamiętaj żeby je wcześniej lekko ogrzać. Udekoruj bitą śmietaną i tartą czekoladą lub kakao. Podawaj natychmiast! Smacznego łasuchy!



niedziela, 21 października 2012

a sip of jasmine

 
Pora zakończyć pracowity tydzień łykiem dobrej herbaty. Earl Grey z płatkami jaśminu, na osłodę kandyzowany imbir..






wtorek, 16 października 2012

Muffinki gruszkowo- imbirowe


Mają być niespodzianką, ale obawiam się, że przez ten wpis już nią nie będą, lub też zostaną zjedzone wcześniej. Wczorajsze gruszki zaczynały być atakowane przez owocówki, więc trzeba było położyć temu kres. Bardzo lubię korzenne przyprawy w wypiekach, tak więc jak dla mnie idealne połączenie. Przepis pochodzi z książki Nigella Ekspresowo, pozwoliłam sobie go delikatnie zmienić, dodając łyżeczkę kardamonu.

Przygotuj:

250g mąki (ja dałam mąkę żytnią ekologiczną, ale może być pszenna)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
150g cukru białego
łyżka cukru brązowego (do posypania)
łyżeczka imbiru
łyżeczka kardamonu
140ml kwaśnej śmietany
125ml oleju
łyżka miodu
2 jajka
300g gruszek pokrojonych w kostkę ( u mnie 3 gruszki średniej wielkości)

Sposób przygotowania:

W jednej misce połącz wszystkie składniki suche, w drugiej mokre. Zawartość pierwszej stopniowo dodawaj do drugiej, mieszając łyżką. Na koniec dorzuć gruszki i delikatnie wymieszaj. Przełóż do papilotek i posyp brązowym cukrem. Piecz 20- 25 minut w 200 stopniach. Gotowe ;)





Herbata z anginką



Pewnie niektórzy z Was mają anginkę u siebie w domu i nawet o tym nie wiedzą. Inaczej zwana pelargonią, bądź geranium ;) Roślina doniczkowa ozdobna i przede wszystkim lecznicza, o bardzo intensywnym zapachu. Od mamy dowiedziałam się głównie tyle, że jak mnie boli ucho to najlepiej zwinąć liść anginki i włożyć sobie do .. no właśnie ucha. Podobno działa natychmiastowo. W ogóle mądra mamusia zaleciła pić herbatę z anginą właśnie w tym okresie. Czemu? Tego musiałam się już doczytać. Posiada właściwości przeciwbakteryjne oraz przeciwwirusowe. Z tego względu stosuje się ją do leczenia przeziębień, grypy, kataru, kaszlu, dróg oddechowych, stanów zapalnych oraz przy innych infekcjach. Olejek geraniowy działa też antydepresyjnie. Zmniejsza napięcia nerwowe, stany lękowe itp. Stosuje się go w formie masażu, inhalacji bądź w kąpieli. Ponoć odstrasza komary ;)
Co dla mnie najistotniejsze, to że świetnie smakuję, dzięki swojemu cytrynowemu aromatowi. Zaparzyłam zwykłą czarną herbatę i dodałam do niej liść anginki, zasłodziłam łyżeczką miodu, a efekt był genialny. Słyszałam, że można włożyć kilka liści do cukiernicy, podobno cukier świetnie przejdzie zapachem pelargonii. Czyste napary dodaje się do sosów, kremów, galaretek, słodkiego pieczywa, dżemów, syropów, itd. Polecam każdemu, kto znalazł ową roślinkę tak jak ja niespodziewanie na parapecie ;)


piątek, 12 października 2012

Zaparzacze



Trochę o samych sprzęcie. Zaparzacze są bardzo istotne, jeśli chcemy zrobić herbatę z suszu. To nic innego jak sitka, które wyciągamy po kilku minutach z kubka. Mniej lub bardziej wymyślne. Czasem jednak warto zwrócić uwagę jaką herbatę w jakim zaparzaczu parzymy. Chociażby ze względu na wielkość liści. Zielona herbata potrzebuje dużo miejsca, żeby je odwinąć. Inaczej w przypadku rooibosu, który nie ma co rozwijać.


Bardzo poręczne są małe sitka takie do jednego kubka, zwłaszcza jak goście chcą różne herbaty. Wszystko zależy od upodobania.

  
Tych większych używam głównie do imbryczków, do herbaty białej czy zielonej.

Jest jeszcze problem czyszczenia osadu. Nie można tego zaniedbać, nie wygląda to estetycznie, w dodatku nie chce myśleć ile bakterii w tym jest. Nie używam żadnego mleczka do czyszczenia, soda oczyszczona, kapka wody i szczoteczka w zupełności wystarczy.



poniedziałek, 8 października 2012

Herbata czarna


Totalnie zapomniałam o tym co najistotniejsze. Przecież codziennie ją pije, właśnie zdałam sobie sprawę, że jestem bardziej uzależniona od niej niż od czekolady. Moja dzienna dawka? Przynajmniej raz czarna i raz zielona. Do tego ostatnio dużo pu- erh i mate, ale o nich innym razem.

Tak więc herbatę czarną, z tego co się kiedyś dowiedziałam, odkryto przypadkiem. Bowiem jak już wcześniej pisałam, pierwszą odkrytą dawno dawno temu była zielona przez Azjatów (tam nadal pije się głównie taką). Do Europy zaczęli ją zwozić nam Holendrzy, a jak wiemy mieli do pokonania duży dystans i tym samym owa zielona herbata miała dużo czasu aby sobie dobrze podfermentować. W dodatku została porządnie zamoczona. Z historii wiemy tyle, że czarną herbatę najbardziej rozkochali sobie Anglicy. Jeśli dobrze pamiętam to za czasów króla Henryka któregoś zaczęto rytualnie pić herbatkę, a to dzięki jego uroczej portugalskiej żonie.
Proces fermentacji zmniejsza zawartość witaminy C i niektórych związków mineralnych. Na pewno pobudza i usprawnia procesy trawienne, działa bakteriobójczo a w połączeniu z cytryną i miodem nieźle wygrzewa i podnosi odporność ;) Kolor naparu nijak ma się do nazwy, raczej jest bardziej pomarańczowy, brunatny niż czarny. Apropo koloru, kiedyś w herbaciarni panie zamówiły sobie milk oolong (w menu błędnie opisana jako czerwona), po kilku minutach przyszły z reklamacją, bo napar wcale nie był koloru czerwonego tylko jasno zielonego :> cóż..
Herbatę czarną parzymy w temp 90ºC, od 3 do 5 minut. W przeciwieństwie do herbaty zielonej parzymy ją tylko raz.
Na rynku mamy cały wachlarz herbaty czarnej, ale głównie rozróżniamy je na czyste i aromatyzowane.
Z czystych najbardziej popularne to Assam, Ceylon, Darjeeling, Golden Yunnan. Z aromatyzowanych najbardziej popularną jest Earl Grey, i jej podobne Earl Grey Superior czy Lady Grey. Do nich możemy dodać kapkę mleka aby uzyskać smakowita bawarkę.
Kolejną ciekawą w smaku czarnulą jest herbata Lapsang, nazywana męską herbatą ze względu na swój bardzo wyrazisty aromat. Wynika on z procesu wędzenia liści. Pachnie trochę jak mocno wędzona ryba i cygara :P
Ze względu na nadchodzące święta polecam wszystkie herbaty czarne korzenne- genialnie robią klimat i świetnie smakują do serników, miodowników i innych frykasów. Na zdjęciu herbata czarna waniliowa :)

niedziela, 7 października 2012

Herbata cytrusowo- żurawinowa


Wszyscy wiemy, że herbatka z cytryną w zimne dni wcale nie dodaje energii (niestety), za to świetnie wpływa na nasza odporność dzięki ogromnej dawce witaminy C. Tu każdy się przyzna, że najlepsza to taka z mocno wyciśniętą cytryną i sporą łyżeczką cukru lub miodu. A próbował ktoś wersję bez herbaty? Ten sam efekt :P Mój wniosek- po co marnować susz herbaciany, lepiej ugotować wodę z "dodatkami". Dziś proponuje coś, co niektórym może przypominać grzańca (w sumie dobra wersja dla abstynentów), w dodatku ma tyle witaminy, że się w głowie nie mieści! Dobrze smakuje również na zimno.

Potrzebujesz:

300 g żurawiny,
3 litry wody,
sok z 2 cytryn,
2 pomarańczy,
1 grejpfruta
(zostawić po plasterku z każdego do dekoracji),
2 szkl cukru,
15 goździków,
2 laski cynamonu

Sposób przyrządzania:

Do 3 litrów wody dodaj żurawinę i gotuj na małym ogniu przez 30 minut. Następnie wlej wyciśnięty sok z wszystkich cytrusów- pamiętaj aby oddzielić pestki i staraj się nie dodawać miąższu- potem może atakować w kubku. Dodaj cukier, goździki i laski cynamonu i gotuj jeszcze przez godzinę. Niecierpliwi mogą nieco skrócić czas oczekiwania, ale pamiętajmy, że to podobnie jak z grzańcem- im dłużej na ogniu tym lepsze. Na koniec wyjmij cynamon, przelej przez sito aby pozbyć się goździków. Gotowe! Po wystygnięciu można przelać do butelki i podawać również na zimno lekko rozcieńczone.

poniedziałek, 1 października 2012

Pumpkin Pie


"Ledwie minął piękny wrzesień, już październik, już i jesień" ;) a razem z nim pękate dynie, na które pewnie niektórzy czekają cały rok. Tanie jak barszcz, a jakie wydajne! Z jednej połowy zrobiłam ciacho i placki, a mam jeszcze cztery razy tyle i mętlik w głowie, bo przepisów do wykorzystania jest całe mnóstwo. Nie kombinowałam zbytnio, przepis na to ciasto znajdziecie prawie wszędzie (trochę przypomina moje ulubione marchewkowe). Dla mnie idealne na podwieczorek z czarną herbą.


Potrzebujesz:

2 szklanki startego miąższu z dyni
2 szklanki mąki przennej
3/4 szklanki cukru
3 jajka
4 łyżeczki cynamonu
łyżka cukru wanilinowego
3/4 szklanki oleju
1 łyżka proszku do pieczenia
1 szklanka orzechów włoskich

Sposób przygotowania:

Wykroić część dyni, obrać ze skórki, wyciągnąć pestki i zetrzeć na tarce z drobnymi oczkami i nieco odsączyć (żeby uniknąć zakalca). Jajka ubijamy razem z cukrem. Dodajemy stopniowo olej, mąkę, cukier wanilinowy, proszek do pieczenia oraz cynamon. Na koniec posiekane orzechy i startą dynię. Przekładamy do wysmarowanej margaryną i bułką tartą tortownicy i pieczemy 50 minut w 180 stopniach. Gotowe!





                       A na koniec kochane żuczki i piosenka, która mnie dopingowała przy miksowaniu ;)