Strony

wtorek, 25 września 2012

Poprzednim razem zrobiłam stanowczo za mało cytrynek z imbirem. Wszyscy dookoła złapali jakieś przeziębienia i okazało się, że herbatka z moim specjałem super rozgrzewa i dobrze smakuje ;) Nie ma co czekać na zimę, jak trzeba będzie to zrobię jeszcze raz. Przecież to takie proste! Najgorzej, że słoiki się skończyły...



niedziela, 23 września 2012

Mango z żurawiną


To chyba pierwsza konfitura, z której tak bardzo jestem zadowolona. Pani w warzywniaku spytała po co się kupuje żurawinę. Odpowiedź była prosta- do wszystkiego. Większości kojarzy się z dodatkiem do mięs. Mi najbardziej zasmakowała na gorących tostach francuskich z odrobiną cynamonu. Jednak nawiązując do tematyki tegoż bloga informuję, że taka konfiturka świetnie nadaje się również do herbatki. Jeśli nie bezpośrednio, zawsze można nałożyć ją na pyszne owsiane ciasteczka! Żurawina rośnie sobie na torfowiskach i ma niesamowicie dużo witaminy C. Dzisiaj z małym egzotycznym dodatkiem- mango ;)

Potrzebujesz:

ok 200g żurawiny
4 łyżki cukru
1/2 szklanki wody
1 mango

Sposób przygotowania:

Na rozgrzaną patelnię wrzucamy żurawinę i zalewamy ją wodą. Czekamy aż zacznie bulgotać i zasypujemy ją cukrem. Dokładnie wymieszać, powoli rozgniatając kulki żurawiny. Jeśli tego nie zrobimy, sama zacznie wybuchać i może nas nieco oparzyć. Dodać pokrojone w kostkę mango, przykryć pokrywką. Poczekać, aż wszystko dobrze zmięknie, od czasu do czasu mieszając. Wszystko trwa nie dłużej jak 15 minut. Gorące przelać do wyparzonego i suchego słoika. Gotowe!


sobota, 22 września 2012

Tarta gruszkowo-malinowa




Przyszedł weekend, a u mnie w domu to raczej zwyczaj, że w sobotę piecze się ciasto "do kawy" (w moim przypadku herbaty, mój organizm bardzo źle reaguje na kawę). Kiedyś mama piekła co tydzień coś innego, dzisiaj już mogę ją w tym wyręczyć z ogromną przyjemnością. Ostatnie maliny na działce, trochę mniej dorodne, tak więc świetnie nadały się do tarty. Gruszki przypadkiem, okazały się doskonałym dodatkiem. Sok z malin fajnie je przesiąkł, tak jakbym jadła zupełnie nowy owoc.

Potrzebujesz:


300 g mąki pszennej
200 g masła
100 g drobnego cukru
2 żółtka
3 średnie gruszki
2 szkl malin
1 szkl migdałów
szczypta imbiru i kardamonu
2 łyżki cukru pudru


Sposób przyrządzania:

Zaczynamy od zrobienia kruchego ciasta. Na stolnicę przesiać mąkę, dodać cukier oraz posiekane zimne masło. Dodać żółtka i szybko zagnieść. Podzielić na pół, zawinąć w folię i włożyć na pół godziny do lodówki. Ja zawsze spłaszczam je na placki- łatwiej je później rozwałkować. Piekarnik nagrzać do temperatury 180 stopni.
Ciasto rozwałkować na koło o średnicy odrobinę większej niż średnica foremki i wyłożyć nim formę do tarty. Nadmiar ciasta odciąć, wyrównać brzegi i nakłuć widelcem. Wyłożyć folią aluminiową, docisnąć do ciasta i wysypać szklanymi kulkami lub grochem, kaszą, ryżem. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 15 minut.
W tym czasie pokroić gruszki w łódeczki, posypać cukrem pudrem, przyprawami, dodać maliny i wymieszać. Wyłożyć na ostudzony spód, posypać migdałami. Wszystko przykryć krateczką zrobioną z drugiej połówki kruchego ciasta, białkiem wysmarować i wstawić do piekarnika jeszcze na 30 minut.
Gotowe!




Najlepiej podawać gorącą z kleksem bitej śmietany, u mnie w ten sposób już prawie nic nie zostało ;)



Herbata zielona


Herbata zielona, jak można się domyśleć jest najstarszą odkrytą herbatą. Przez ponad 5000 lat przechodziła różne eksperymenty, dzięki czemu mamy dziś tak wiele jej odmian. Nie zapominajmy, że herbata bierze się z tych samych liści- to proces ich przetwarzania daje nam taki ogromny wybór. Zielona herbata nie przechodzi przez proces fermentacji, nie utlenia się przez co zachowuje swój zielony kolor. Liście więdną, zwija się je w pożądany kształt, a następnie suszy. Ma o wiele delikatniejszy smak od herbaty czarnej; lekko ziołowy i gorzki. Można kupić herbatę aromatyzowaną, czyli z dodatkami, które np. nadadzą jej nieco słodkości.

Istotną rzeczą jest prawidłowe parzenie, ponieważ herbata może stracić swoje właściwości i kolor. Przede wszystkim pamiętajmy, że herbaty zielonej nie zalewa się wrzątkiem. Woda oczywiście musi być ugotowana, ale nieco schłodzona do temperatury 60-80°C (w zależności od gatunku). Musimy poczekać, aż woda ostygnie. Po 10-15 minutach woda osiągnie 70°C. Niecierpliwi mogą przelać kilkukrotnie wodę do innego naczynia. Parzenie trwa (zależnie od gatunku) mniej więcej 3-4 min. Najkrócej parzymy herbaty gorzkie. Dłużej te, które mają większe liście- potrzebują one czasu na rozwinięcie i wydobycie wszystkich swoich dobroci. Większość herbat zielonych nadaje się do nawet 3 krotnego parzenia. Podobno pierwsze ma działanie pobudzające, drugie i trzecie uspokajające. Pamiętajmy jednak, że każde następne powinno trwać nieco dłużej (nawet do 8 minut).

Herbata zielona ma w sobie witaminę C, K, E i wiele minerałów. Wpływa dobrze na krążenie, reguluje ciśnienie, zapobiega powstawaniu kamienia nerkowego, chroni przed reumatyzmem. Działa wspaniale na cerę i włosy. Obniża poziom cholesterolu i wspomaga procesy trawienne. Same zalety :) Dlatego nie wyobrażam sobie bez niej dnia.

Na zdjęciu Tuareg- zielona herbata Gunpowder z miętowym aromatem.

wtorek, 18 września 2012

Małe abc

Tutaj chciałabym napisać co nieco o samej herbacie, mimo iż nie jestem zawodowym kiperem herbaty, ani profesjonalistką w tej dziedzinie. Uważam, że powinno się to znaleźć na tej stronie, dla samego wprowadzenia w ten mały światek, chociaż długo zastanawiałam się w jakiej formie to podać. Jest wiele stron w internecie podających całą specyfikację, historię. Jeśli ktoś będzie czuł niedosyt, albo miał jakieś obiekcje co do moich kompetencji, z góry uprzedzam, że traktuje to jako hobby ;)

Wstępnie napiszę, że napar herbaciany otrzymuje się wyłącznie z liści i pączków. Żadnych granulek! Na rynku jest naprawdę ogromny wybór herbat, najczęściej spotykane w sklepach to czarne „śniadaniowe” i aromatyzowane, ale coraz więcej widuję herbat czerwonych, zielonych, a nawet białych. Osobiście preferuję herbaty sypane, jednak przeważnie znajdziemy te w torebkach. No cóż, to nic innego jak wersja dla leniuchów- nie trzeba martwić się fusami, ani doborem odpowiedniej ilości suszu. Nie ma w tym nic złego i nie potępiam takiej formy serwowania, ale te "pampersy" wyjęte z kubka?... cóż, taka moja estetyka :P
Początki herbaty sięgają już 2700 lat p.n.e. w Chinach, a jej odkrycie przypisuje się cesarzowi Szen Nung, zielarzowi, który słynął z picia wyłącznie przegotowanej wody. Pewnego razu odpoczywał pod dzikim drzewem herbacianym, gdy kilka liści spadło z niego do gotującego się wrzątku, dając orzeźwiający i pokrzepiający napój. Nazwał je cha i rozpowszechnił. Niedługo potem odkryto również  lecznicze działanie liści, w związku z czym zaczęto drzewa herbaciane czcić, składać im ofiary, itp. Jak to w Chinach. Wieść o tym szybko rozprzestrzeniła się w całej Azji, a do Europy przywieźli nam ją Holendrzy.  No i tyle z samej historii.
Herbata rośnie wyłącznie w klimacie zwrotnikowym. Obfitujące pory deszczowe, górskie powietrze i rozsłonecznione to idealne warunki do jej uprawy. Naturalne deszcze są bardzo ważnym czynnikiem, ponieważ krzewy herbaciane potrzebują około 1600 litrów wody rocznie. Krzew herbaciany usiany jest tysiącami liści, jednak nie zrywa się wszystkich. Stara zasada głosi, że aby uzyskać wysokiej jakości herbatę należy zerwać tylko dwa górne listki i pąk. Pierwsze pędy zawierają znacznie zwiększoną dawkę naturalnych składników – a więc i aromatu. Zielone herbaty pochodzące z pierwszych, wiosennych obrywów uchodzą powszechnie za najlepsze.
Kolejnym etapem jest obróbka herbaty i tu tkwi zasadnicza różnica między herbatami zielonymi i czarnymi. Zarówno czarna, jak i zielona herbata powstają z tych samych liści. Różnice w dalszym przetwarzaniu pojawiają się dopiero po zakończeniu procesu więdnięcia. Najogólniej- czarną herbatę poddaje się fermentacji; liście zwijane są w ciasną rolkę, co rozłamuje ich powierzchnie umożliwiając dostęp tlenu do wewnątrz. Z kolei przy zielonej herbacie należy zapobiegać fermentacji. Najczęstszym sposobem jest krótkotrwałe podgrzanie listków. W zależności od gatunku liście duszone są na parze, przesmażane na wielkich patelniach bądź też prażone. Jednak o wszystkich rodzajach herbat i o procesach ich wytwarzania napiszę w następnym poście.
Teraz o samym działaniu. Herbata zawiera różne składniki, które mają wpływ na nasz organizm. Głównie teinę- odpowiednik występującej w kawie kofeiny. Pobudza i wzmacnia koncentrację. Tanina to garbnik wiążący i osłabiający działanie teiny, przez co napar zyskuje właściwości uspokajające. Flawonoidy- mają silne właściwości antyoksydacyjne i  zdolność wiązania metali, dzięki czemu pomagają chronić organizm przed szkodliwymi wolnymi rodnikami. Teanina – jest to aminokwas, który wpływa na obniżenie ciśnienia oraz stymuluje procesy mózgowe, dzięki czemu jednocześnie uspokaja i relaksuje oraz pozwala na zachowanie koncentracji. Dodatkowo witaminy: B1, B2, A, C i K, oraz minerały takie jak fluor, wapń, żelazo, potas, sód i cynk. Najczęściej wymieniane zalety picia herbaty to dobre działanie na pracę serca, układ pokarmowy, moczowy, działanie antydoksacyjne, spowolnienie procesów starzenia i działanie przeciwwirusowe.

To tak na początek ;), bo od czegoś trzeba było zacząć. Dla wkręconych w temat polecam obejrzeć ciekawy dokument zamieszczony na stronie tvn player, Droga na skraju nieba- Herbata napój życia

poniedziałek, 17 września 2012

Migdały w czekoladzie


W tym przepisie połączyłam moje dwa małe grzeszki. Niektórzy strasznie się ich wystrzegają, twierdząc, że to bomba kaloryczna. Ja jednak nigdy nie odczułam złych skutków, a wręcz przeciwnie- idealnie poprawiają mi humor. Kiedyś dawali migdały w czekoladzie do każdej herbaty w naszej cudownej herbaciarni (dzisiaj są to częściej ciasteczka imbirowe). Jednak co to jest jeden orzeszek do całego dzbanka czaju? Postanowiłam, że u mnie w domu będzie ich cały słoik, ot co! Moja domowa wersja nie wygląda idealnie jak z paczuszki, ale ma swój swojski urok, przez co chyba lepiej smakuje ;)

Przygotuj:


paczka migdałów

100g czekolady deserowej
3 łyżki kakao

Sposób przyrządzania:


Migdały należy obrać ze skórki. To wbrew pozorom bardzo łatwe, nie trzeba przepłacać na migdały blanszowane. Wystarczy zalać je wrzątkiem i odstawić na 20 min, skórka sama będzie odchodzić. Czekoladę rozpuścić w wodnej kąpieli, lub po prostu wstawić ją na chwilę do mikrofalówki- efekt natychmiastowy. Obrane migdały zanurzać w roztopionej czekoladzie a następnie obtaczać w kakao. Najlepiej dwa razy, ponieważ czekolada szybko je wchłonie. Wstawić do lodówki tak na pół godzinki, żeby czekolada porządnie zastygła. Gotowe!




Cytrynki z imbirem



Imbir kojarzy mi się głównie z pierwszymi oznakami grypy i z super rozgrzewająca herbatą. Zwykle trzymam korzeń imbiru gdzieś schowany w lodówce na czarną godzinę, ale zdarza się i tak, że wcześniej mięknie i nie nadaje się do użytku. Najlepiej zrobić od razu syrop, który przez całą zimę będzie gotowy na ratunek. Cytryna z imbirem nie tylko wzmacnia naszą odporność ale też działa bakteriobójczo. Ostrość imbiru podkreśla mocno smak cytryny. Ledwo zdążyłam zrobić, już słoiczki rozniosły się po rodzinie. To "must have" tej zimy :)

Przygotuj:

3 cytryny
spory korzeń imbiru
1 szkl wody
0,5 szkl cukru

Sposób przyrządzania:


Do rondelka wlać wodę, zagotować, rozpuścić cukier. Gotować na małym ogniu, przy okazji zetrzeć na tarce imbir. Do syropu dodać sok z połówki jednej cytryny i starty korzeń. Trzymać na ogniu ok 20 min, co jakiś czas mieszając. W między czasie wyparzyć słoiczki. Cytrynę pokroić wedle uznania, usunąć pestki i ułożyć w słoiczkach. Przelać do nich gorący syrop i szczelnie zamknąć.


niedziela, 16 września 2012

Sok z malin


Nie ma nic lepszego jak późne maliny- duże, słodkie i nierobaczywe. W tym roku wyjątkowo dużo ich nam urosło, tak więc zawsze pół zjadam prosto z wiaderka, drugie pół idzie na przetwory. Sok z malin zajmuje drugie miejsce zaraz po porzeczkowym, ale tylko ten domowej roboty, ponieważ grzechem jest porównywać go z kupnym. Pijąc go czujesz jak witaminki rozchodzą się po całym ciele. Zbliża się okres przeziębień, a maliny zawierają witaminy C, K, B1 i B2, PP oraz dużo błonnika. Co więcej bardzo rozgrzewają (dlatego nie poleca się jeść malin w upalne dni) i świetnie poprawiają krążenie. Herbata z tym sokiem to sama przyjemność :)

Przygotuj:

maliny
cukier
- ilość zależy od Ciebie, powiedzmy że na 1kg malin 1 szklanka cukru

Sposób przyrządzania:


Ja użyłam do tego sokownika (3 piętrowy garnek z kranikiem). Na sam dół wlałam wodę, na górę wysypałam maliny i zasypałam je cukrem. W środkowej części gromadzi się sok, który przelewa się przez odkręcany kranik. Bardzo ułatwia sprawę, ale jak ktoś nie ma sokownika może to zrobić w zwykłym garnku. Wystarczy zalać maliny wodą, tak żeby przykrywała owoce. Pogotować pół godzinki, przetrzeć przez drobne sitko (żeby pozbyć się małych pestek), zasypać cukrem i ponownie zagotować. Należy pamiętać, że wszystkie tego typu przetwory przelewamy do butelek/ słoików kiedy są jeszcze bardzo gorące i natychmiast zakręcamy, aby uniknąć zepsucia.



piątek, 14 września 2012

Konfitura z jarzębiny


Na początek coś co lekko przyspieszyło założenie tego bloga. Mianowicie sezon jarzębinowy. Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem tej konfitury, ponieważ zbierałam się już drugi rok, a nigdy wcześniej jej nie próbowałam. Pomijając fakt, że jarzębina to ulubiony przysmak ptaszków, zawiera dużo cennych witamin, w tym witaminę C i beta karoten. Trochę zapomniana, ponieważ dziś często rośnie przy drogach i przez to zawiera dużo ołowiu. W tym przypadku radzę poszukać drzewka z dala od drogi. Kulki jarzębiny możemy parzyć bezpośrednio, wcześniej jednak trzeba ją dobrze umyć i włożyć do zamrażalki na dwa dni, żeby straciła swoją gorycz. Ja wybrałam opcję konfitury jako dodatek- przyda się również do mięs i śmierdzących serów ;)

Przygotuj:

1 kg dojrzałych owoców jarzębiny
1 kg cukru
1/2 łyżeczki kwasku cytrynowego

Sposób przyrządzania:

Grona zebranej jarzębiny trzeba dokładnie obrać, każdą kulkę obejrzeć (czy np. nie ma lokatora), umyć, przepłukać, odsączyć po czym z każdej usunąć szypułkę. Sparzyć wrzątkiem i wrzucić do rondelka z 2 szklankami ciepłej wody. Gotować na małym ogniu 10 min, odcedzić. W gotowym wywarze rozpuścić połowę cukru, i do tak przygotowanego syropu wsypać odcedzone owoce- gotować jeszcze przez ok 20 min. Odstawić na 24h. Następnego dnia wrzucić do rondla drugą połowę cukru i gotować jeszcze przez godzinę, co jakiś czas mieszając, aby uzyskać konsystencję lejącego miodu. Na koniec dodać kwasek cytrynowy. Gorącą konfiturę przelać do wyparzonych wcześniej suchych słoiczków.





Taką konfiturę polecam dodawać jako zamiennik słynnej cytryny do herbaty czarnej, najlepiej niearomatyzowanej (assam, ceylon, darjeeling), ponieważ i tak przejmie cały smak.